JQuery Cycle Plugin - Fade In Image

Aktualności - Serwis informacyjny

Ciobani są w Rumunii nadal szanowani cz. 2

Relacja z wędrówki na trasie Rupea Gara - Homorod

- tekst i foto: Adam Kitkowski

 Vasili zarządza popas. Dobre miejsce, bo są drzewa – dają cień – chyba jest ze trzydzieści stopni, a w pobliżu płynie niewielki potok. Osły rozkulbaczone, czas na posiłek. Bartek i kompani rozkładają kuchenkę turystyczną i przepakowują plecaki. Warto pozbyć się łatwo psującego się prowiantu, trzeba go wchłonąć. Korzystam z gorącej herbaty i odwzajemniam się suchą krakowską. Zastanawiamy się ile jeszcze przed nami wędrówki na dziś. Na razie upragniona drzemka w cieniu.

Obudziły mnie pasterskie dzwonki tuż przy moim uchu. Pomyślałem, że ciobani chcą zrobić nam niespodziankę – pobudkę dzwonkową pozytywką. Patrzę, a tu obok nas „przelatuje” duże stado owiec, chyba z 500 – 600 sztuk. Biegną, popędzane przez psy i pasterza do strumienia. Jak zwykle tam gdzie jest woda, tam jest życie. Odnajduję w pamięci wiadomości o Karpatach. Tu jest najwięcej pitnej wody w całej Europie, mamy jej zapas w plecakach.

Korzystam, że nasze stado poszło wyżej i idę „wziąć kąpiel” w potoku. Zatrzymuje się samochód, gdy kończę mycie gęby. Bună ziua (dzień dobry, ale po południu) – wychyla się ładna buzia z czarnymi loczkami. Bună ziua – odpowiadam i dodaję nu inçeleg romanešte (nie rozumiem po rumuńsku). Rozmawiamy po angielsku, okazuje się, że od rana szukają nas reporterzy TV Węgierskiej. Na wywiad muszą poczekać, aż stado zejdzie na dół i obudzą się pasterze. Trochę są niecierpliwi, jak to media workers, ale cieszą się, że znaleźli obiekt swojego reportażu. Julia z redakcji reportażu na co dzień mieszka w Budapeszcie, ale pracuje jako korespondent w stolicy Rumunii. Najpierw wywiad z Piotrem, potem z Cristi, służę za tłumacza. Operator robi fotki też psom i owcom. Jeszcze jedno pytanie do Wasilija i koniec interview. Julia rzuca na pożegnanie – la revedere ! (do zobaczenia) – odpowiadamy, każdy w swoim języku.

Jest już chłodniej , wędruje się dużo łatwiej. Wasili ma nadzieję, że przed godziną 21 będziemy na miejscu. Ja mam siły, a w zasadzie moje nogi na 2 godziny marszu, a tu jeszcze kroi się dwa razy tyle. Wyciągam moją pomoc – różaniec. Cristi i Piotr patrzą na mnie ze zrozumieniem, nawet psy mniej szczekają. Zatapiam się w wieczorną modlitwę. Ci co wędrują, wiedzą, że kontemplacja dodaje sił! …., a czasem i mocy istnienia.

Przed nami ruchliwa szosa Braszów – Sighisoara. Ciosani zastanawiają się, w którym miejscu „przeskoczyć” ze stadem na drugą stronę. Teraz krzyczy Wasili, Piotr i Cristin popędzają osły i owce. Psy szczekają zawzięcie. Przeszliśmy, jest bezpiecznie. Ale zapodział się nasz ulubiony „podhalańczyk”,  stanął na środku szosy i przygląda się samochodom. Cristin woła go, a on nadal stoi. Klaksony, jeden, drugi , trzeci…. Cioban dobiega i chwyta psa za specjalnie przymocowany uchwyt pod szyją. Raz i są po właściwej stronie szosy. Auta ruszają powoli, a my podążamy pod górę.

Dochodzimy do celu dzisiejszego dnia, rozbijamy obozowisko. Wkrótce zapłonie ognisko. A tu naraz niespodzianka, pojawiają się goście. Niektórych znam, ale większość to nowe dla mnie twarze. Teraz uświadamiam sobie, że jest niedziela, naturalny czas odwiedzin. Bună seara – mówią chórem. Odpowiadamy po polsku – dobry wieczór. Przypomniałem sobie powitanie papieża Franciszka do tłumu wiernych na Placu św. Piotra. Uścisk dłoni wyraża ciepłą atmosferę wieczornego spotkania.

Mieszają się języki, emocje i poczęstunki. Wieczór w Karpatach jest dla mnie nowością. Po krótkim czasie mówię wszystkim - Noapte bună, domyślacie się co powiedziałem ?. Jeśli nie, to wyjaśnię wkrótce. Mam swoje lata, a jutro dalej wędrujemy …

Tekst i foto: Adam Kitkowski

Poprzednia strona



Made by All Tech Support - Konrad Kopeć


Home Page

Total visits: 9157723
Online right now: 1


Donate