JQuery Cycle Plugin - Fade In Image

Aktualności - Serwis informacyjny

Jak powstawały szlaki pasterskie w Tatrach i jaka była rola pasterza w życiu gromady.

 

Dlaczego Redyk idzie przez każde „Krupówki”?

Jeśli Europa ma być Europą, jej "turystykę intelektualną", musi zastąpić pielgrzymka do źródeł. Człowiek jest posłany w swoim byciu, a nie poza nim.  (prof. Stanisław Grygiel)

Tatry tak jak wiele gór świata bogate są w ścieżki, szlaki, trasy wspinaczkowe. Jesteśmy chętni je odwiedzać, przemierzać, zdobywając kolejne szczyty. Co nas tak ciągnie na wędrówkę, często nawet długą i wyczerpującą? Czy chęć sprawdzenia naszych możliwości, przygoda, czy aktywny wypoczynek, a może czas na zebranie myśli, na refleksję o naszym życiu, które łączy w sobie rytm przemierzania, wspinania się na szczyt i spadania w przepaść.

Po górskich ścieżkach dawniej wędrowali pasterze, a z nimi lub „obok” nich zbójnicy, a potem przewodnicy górscy z turystami. Był to czas, gdy Zakopane, Dzianisz, Kościelisko, Poronin i wiele innych osad były wioskami pasterskimi. Rodziny góralskie oprócz ciesielki, przewodnictwa, pracy hamernickiej zajmowały się wypasem owiec i bydła. Wypasano od wiosny do jesieni. Wyruszano coraz bardziej znanymi, tradycyjnymi szlakami, które z czasem uznano za szlaki pasterskie. A więc przez Krupówki do Kuźnic, przez Kościelisko do Doliny Kościeliskiej i Chochołowskiej, przez Olczę, Cyrhlę na Kopieniec czy Halę Gąsienicową. Z kolei górale – bacowie i juhasi z Bukowiny, Białki i Jurgowa wypasali w Tatrach Bielskich oraz na Głodówce i w Dolinie Rybiego Potoku. Seweryn Goszczyński w swoim „ Dzienniku podróży do Tatrów” z 1832 roku pisał:         

 W owych to dniach ostatnich maja rozpoczyna się pasterska wędrówka Górali i rozlewa się z  głębi Tatrów na kraj okoliczny. Ruch ten prześliczny podnosi jeszcze bardziej młode życie przyrody. (…) Widzisz  naprzód, jak w oddaleniu, z ciemnej głębi Tatrów wysuwają się ciemne karawany, nie rozpoznane jeszcze, powoli zbliżają się tu tobie, coraz wyraźniejsze, coraz ogromniejsze, wkrótce kupią się wszystkie w dolinie, zalewają  jej przestrzeń, przesuwają się po niej; zaczynasz rozróżniać w tym tłumie: ludzi, konie, bydło wszelakiego rodzaju, wozy naładowane różnymi sprzętami; po pewnym czasie tłum ten zaczyna się rozdzielać na różne drogi, w różnych kierunkach; każdy oddział zmierza  ku przedgórzom, aż wszystkie nie znikną w setnych wąwozach; ale za to jutro widzisz już wszystkie góry, lasy, polany zaludnione trzodami; słyszysz ze wszystkich stron dzwonki zawieszone u szyi bydląt; zewsząd uderza cię granie fletów, skrzypków; ze wszystkich szczytów rozlega się śpiew pasterzy i pasterek, a dzikie skały odpowiadają ich hukaniu.  

 Z biegiem lat kolejne wioski Podhala, coraz bardziej oddalone od tatrzańskich hal szukały „swojego” stałego miejsca wypasu. Coroczne pokonywanie tej samej, w miarę najkrótszej, drogi  z osady (wioski) w Tatry tworzyło szlak pasterski. Dzisiaj na Podhalu takim miejscem corocznego wędrowania – w stylu pasterskim, tj. tam i z powrotem! (często bez uświadomionego zakorzeniania się w tradycję) są Krupówki, po których chodzą rodzinami bądź „gromadą” znajomych stali bywalcy wypoczynku pod Tatrami.   

Te szlaki pasterskie nie wyznaczano przypadkowo. Były one wybrane świadomie, jako trasy stosunkowo łatwe i bezpieczne. Choć „dokuczały” pasterzom i wilki i niedźwiedzie. Jednocześnie na Podhalu i w regionach sąsiednich były wyznaczane trakty z nadania królewskiego, które służyły równolegle do przemarszu wojska, przejazdu posłańców i przegonu owiec oraz bydła. Taką pamiątką dawnych czasów jest ulica Królewska w Kościelisku czy droga od Nowego Targu przez Maruszynę, Sierockie, Ząb, grzbietem Gubałówki i dalej na tatrzańskie hale albo „trakt” nad Białką Tatrzańską, który przechodzi przez Aniołów Wierch do Bukowiny Tatrzańskiej i dalej wiedzie w Tatry.  

Przemierzano trasę pieszo, wykorzystując wóz konny do przewiezienia koniecznych sprzętów na polanę, gdzie stał „letni dom” czyli szałas. Wyruszano z całym dobytkiem w towarzystwie muzyki, schodzili się sąsiedzi, a redyk szedł głównym traktem - czy to przez wieś czy drogą  łączącą  polany.  To było najważniejsze wydarzenie wiosennego czasu. To był początek „drogi do chleba”, jakim był owczy ser. Wiosenne wyjście z redykiem to była nadzieja, że sezon wypasu będzie dobry – owce dadzą dużo mleka, nie „stracą się”, nie zostaną napadnięte przez leśne i górskie drapieżniki, że wioska otrzyma „zapłatę” jesienią, gdy pasterze wrócą z hal. Gazdowie powierzali swój cenny dobytek – owce, czasem też krowy i konie - pasterzowi. Tego pasterza nazywano bacą, a jego „pomocników” juhasami. Baca musiał być człowiekiem wiary i nadziei, musiał mieć duże doświadczenie pasterskie, życiowe, a nawet musiał mieć charyzmę w obcowaniu ze światem żywych i umarłych.   

Dla pasterza był to czas rodzinnej rozłąki na kilka miesięcy. Obie strony – żona i dzieci w osadzie, a baca czy juhas w górach – musieli tę próbę wytrzymać. Rozłąka wiązała się ze smutkiem, tęsknotą, rozmyślaniem, marzeniami. Z tej trudnej, choć nie beznadziejnej, sytuacji rodziła się muzyka, poezja, śpiew pasterski na halach i w szałasach. W zagrodzie gazdowskiej powstawały obrazki na szkle, świątki z drewna, spinki z metalu, kilimy z wełny...

Pasterz jest sam?... On podąża śladem dawnej kultury, czyli pasterz nie do końca jest sam – są z nim owce, jego stado, za które odpowiada, są z nim „duchy” jego przodków i poprzedników  terenów, na których wypasa – wędruje.  Pasterz nie wykonuje „gwałtownych” ruchów, nie podejmuje raptownych decyzji, by nie wystraszyć czy rozproszyć stada. Pasterz też nie decyduje się na forsowną wędrówkę każdego dnia, nie ma takiej potrzeby. On porusza się wśród owiec jak tancerz na scenie – dostojnie, z powaga powierzonego mu zadania. Wykonuje gesty rozpoznawalne przez „przewodniczkę” stada i przez całe stado. Czasem używa głosu, by wydać komendę psom lub zachęcić przewodniczkę do właściwego kierunku. Pasterz jest strażnikiem stada, a jego pies pilnuje owiec, gdy on odpoczywa. Czasem gra na piszczałkach czy gęślach –  bardziej dla siebie i stada, niż dla świata. Pasterz nie boi się spotkania ani z drugim pasterzem, bo są dla siebie braćmi wędrowania, ani z „obcymi” ludźmi, bo jest człowiekiem otwartym na „nowy” świat. Pasterz nie lęka się o stado przed drapieżnymi zwierzętami, gdyż potrafi razem z pomocnikami (juhasi, psy) obronić stado, choć wie, że kilka owiec musi czasem poświęcić dla dobra „gromady” czyli stada. Pasterz jest człowiekiem „peryferyjnym”, ale w ważnych momentach dziejów regionu, bądź całej społeczności etnicznej (narodu) musi pojawić się w „metropolii”, by przypomnieć „centrum”, że ono nie może żyć (przetrwać) bez  „obrzeży”!

Tak przez wieki szlaki pasterskie „obrastały” legendą wędrowania od wiosny do jesieni (w niektórych krajach karpackich cały rok – pasterstwo transhumancyjne), tak tworzyła się kultura góralska w podhalańskich wioskach. W swoim głównym nurcie ma ona podobny lub tożsamy  rytm w całych Karpatach. Przemierzając wioski od Rumunii, przez Ukrainę, Polskę do Czech  współcześni pasterze „Redyku Karpackiego 2013” tę historyczną i socjologiczną prawdę przypomnieli i mieszkańcom tego regionu, całemu światu. Potwierdził ją artystycznym obrazem Wojciech Jachymiak w  dokumentalnym filmie „Redyk Karpacki”. Odkrył te prawdy „po swojemu” Jan Jachymiak, nazywany „Picassem z Tylmanowej”, który w ubiegłym roku namalował obrazy na szkle (a obecnie przygotowuje dużą wystawę o pasterstwie) pod wspólnym tytułem Brońcie pasterstwa. 

Tak też uważa profesor Stanisław Grygiel, który mówi: Europa kulturą się tworzy, a kultura pasterska (wołoska) jest bogactwem Europy. A w innym miejscu stwierdza:

Europejczycy poddając się racjonalizmowi, tracą zdolność jednoczenia się, bo nie pielgrzymują jeden do drugiego, lecz do wyobrażeń i hipotez, jakie tworzą o sobie nawzajem.                                                                                    

Współczesne przejście Redykiem - każdego roku! - przez zakopiańskie Krupówki czy dawnym szlakiem pasterskim przez każdą wieś (lokalne „Krupówki”) na Podhalu, Spiszu, Orawie jest konieczną zasadą dbania o tożsamość regionalną, społeczną, a nawet narodową, jeśli wierzymy, że kultura jest w stanie obronić nas przed „barbarzyństwem” dzisiejszego i jutrzejszego świata.

Tekst: Adam Kitkowski

  P. S.  Prof. Stanisław Grygiel, uczeń i doktorant (1965) księdza bp Karola Wojtyły, profesor Papieskiego Uniwersytetu na Lateranie w Rzymie. Od 1981 r. jest profesorem zwyczajnym.Obecnie mieszka w Rzymie.

Foto: Józef Michałek i zbiory Fundacji Pasterstwo Transhumancyjne

Poprzednia strona



Made by All Tech Support - Konrad Kopeć


Home Page

Total visits: 7632314
Online right now: 1


Donate