JQuery Cycle Plugin - Fade In Image

Aktualności - Serwis informacyjny

Małe Ciche – wspaniała atmosfera i góralska gościnność.

Pod wieczór wychodzimy z Polany Zgorzelisko. Niedługo dojdziemy do podhalańskiej wioski Małe Ciche. Wiele osób myli dwie wioski oddalone od siebie o „duży kęs” – Ciche, które leży na zachód od Zakopanego, w stronę Czarnego Dunajca i Ciche - Małe, które leży bliżej Bukowiny Tatrzańskiej. Ta druga wioska  - Małe Ciche - od dziesięcioleci związana była z pasterstwem, z także ze studentami z różnych uczelni, którzy przyjeżdżali tu nie wiedzieć czemu. Może dlatego, że jak przyjechali, to nie było się czym wydostać i … o to chodziło. Trzeba przyznać, że 30 lat temu łatwiej było dojść do niej „na skróty”, niż doczekać się na jakiś „niebieski PKS” z Zakopanego. Od wielu moich kolegów, dziś już starszych panów, dowiadywałem się o tej wsi nowinek. Zjeżdżali chętnie na letnią lub zimową kanikułę. To były czasy ….

Jeszcze tylko pokonamy zejście z grapy i będziemy we wsi. Już od Zgorzeliska idą z nami  Cichowiańscy śpiewacy, co nie od dziś znają się na juhasce. Idą w dół „śpiewający”, aż echo niesie po lesie. Nie znajdziesz takiej wytrwałej „grupy wokalnej” na południu Polski, chyba, że w Poroninie – Polakowie.

Idom na przodku z harmoniom i śpiewajom scyrze i łod syrca – tak komentuje to wydarzenie starsza gaździna, która wyszła przed chałupę. Za nimi „maszerują” owce i pasterze, a po bokach ulicy stoją turyści. Z Redykiem idą przez wieś jej mieszkańcy, z sołtysem, Stanisławem Kułachem na czele.

Redyk zawsze idzie szeroko i zwiastuje to co najlepsze – symbiozę człowieka z przyrodą. Redyk idzie przez wieś i „oznajmia”, że pasterze schodzą z gór, z polan i hal. To jest niezwykłe, wręcz magiczne wydarzenie. Zbiegają się i duzi i mali, i ubodzy i zamożni, by przywitać bacę i juhasów. Nasz Redyk Karpacki – intryguje również „ceprów”. Mieszczanie już nie rozumieją życia pasterza i owcy w naturze, w krajobrazie gór, jest to dla nich taka sama „egzotyka” jak słonie i wielbłądy w cyrku.

Czy dziecko może dotknąć owieczki? – pyta młoda mama, gdy owce przechodzą obok  rodziny z miasta. – Może, na pewno może. Nawet powinno dotknąć, by zrozumieć świat realny i oderwać się od wirtualnego – odpowiada jeden ze śpiewaków.

Już zapadł zmrok, śpiew „przeszywa” duszę i pobudza wyobraźnię. – Słyszę pytania z różnych stron – Ile dni już owieczki wędrują? Gdzie owieczki śpią ? Co jedzą?

I kolejna przyśpiewka, dociera do mnie jej koniec „…. skoda żeście nie syćkie moje!”

Wszyscy we wiosce  towarzyszą Redykowi. Jest to fascynacja obopólna – owce też rozglądają się na boki – zdziwione takim  ludzkim afektem. Kristi i Wasilie prowadzą stado po potoku. – Ot, dobrze im to zrobi – mówi Hucuł Wasyl. Tam gdzie ludzie grają i śpiewają, to następnie zasiadają do wspólnej uczty. Zatem muzyka i śpiew nie tylko łagodzi obyczaje, ale jest swoistym preludium do uczty - posilania się.

Idzie z nami Michał Łazarczyk z Zakopanego, mój uczeń ze „Szkoły Kenara”. Nosi się zawsze po góralsku, a dziś ma jeszcze ciupagę. Redyk zbliża się do restauracji „Tatrzański Bór”, której właścicielem jest Wojciech Pawlikowski, choć często przyjaciele mówią do niego Franek. Pawlikowskich w Małem Cichem jest wielu i trzeba ich „rozpoznawać” po imionach lub przydomkach. „Tatrzański Bór” przygotował koszar dla owiec, poczęstunek dla pasterzy i poczęstunek dla wszystkich, którzy przyszli przywitać Redyk.

Jak Państwo będziecie na wczasach na Podhalu, to koniecznie nas odwiedźcie – mówi „gazda” rodziny Pawlikowskich.

Zostajemy na noc właśnie tutaj. Położenie pod lasem daje wrażenie spokoju i naturalnego miejsca. Choć już blisko do północy, to jeszcze trwają „posiady” na polanie. Jak to przyjemnie, gdy pogoda dopisze i ludzie dopiszą. Hej!

P.S.  Czy ktoś z Was był w Małem Cichem na weselu, chrzcinach, posiadach???

Tam jest dopiero góralska gościnność!

Tekst i foto: Adam Kitkowski

Poprzednia strona



Made by All Tech Support - Konrad Kopeć


Home Page

Total visits: 7696349
Online right now: 1


Donate