JQuery Cycle Plugin - Fade In Image

Aktualności - Serwis informacyjny

Redyk idzie przez Podhale cz. 1

Kolejny dzień wędrówki Redyku Karpackiego nie zapowiadał nic wielkiego. Wyruszyliśmy jak zwykle wcześnie rano. Pożegnaliśmy bacówkę Nowiny w Łapszach Górnych. Dzisiaj też będzie gorąco, ale zdążyliśmy się już przyzwyczaić do ciepłego lata w Polsce. Przypomniał mi się początek Redyku w Rumunii. Dopiero była połowa maja, a już było 30 st. Celsjusza.

Pierwszy odcinek trasy pokonujemy jeszcze na Spiszu. Z jednej strony mijamy  wioskę Czarna Góra, a z drugiej Rzepiska i przekraczamy rzekę Białkę, która rozdziela Spisz od  Podhala. Dzisiaj idzie z nami Kazek Furczoń, prezes spółdzielni „Gazdowie”.

 – Chcę przejść z Redykiem chociaż jeden dzień. To na pamiątkę moich przodków, którzy bacowali na Podhalu i w Bieszczadach. To dla mnie zaszczyt, że mogę iść z pasterzami Karpat. Widzę, że owce mają lepszą kondycję niż ja i pasterze – śmieje się góral, który na stałe mieszka w Leśnicy.

Jeszcze kilka minut i ukaże się wioska Jurgów, a za wioską – w stronę granicy ze Słowacją – stoją szałasy pasterskie. Szałasy, których jest 56, znajdują się  na Polanie Podokólne  w dolinie rzeki Białki. Zostały przeniesione pod koniec XIX wieku z polan Tatr Jaworzyńskich, co miało związek z utratą pastwisk, które należały do mieszkańców Jurgowa. Na wspomnianych terenach książę Hohenlohe utworzył obszar łowiecki.Są one dowodem tradycji pasterskich, gdyż były wykorzystywane przy wypasie owiec i bydła.

Tuż przed Jurgowem Redyk witają mieszkańcy wioski, a także Edward Tybor – przewodniczący Rady Powiatu Tatrzańskiego i wójt Bukowiny Tatrzańskiej – Stanisław Łukaszczyk-Kołoc, Janina Rzepka – gaździna z Brzegów, której mąż jest bacą.  Idziemy przez Jurgów, założony w 1546 roku na prawie wołoskim w dobrach zamku niedzickiego. W tym czasie całe Zamagurze należało do państwa niedzickiego, stanowiącego część Królestwa Węgier. Właścicielem tego „państwa” był polski szlachcic Olbracht Łaski. Według legendy zasadźcą wsi był zbójnik Jurko, od którego pochodzi nazwa miejscowości. Po rozpadzie Austro-Węgier wieś, decyzją Rady Ambasadorów w 1920 roku, została przyznana Polsce. W okresie drugiej wojny światowej była włączona do Republiki Słowackiej, a po jej zakończeniu wróciła do Polski. I tak Redyk przywołuje burzliwą historię góralskiej wioski z pogranicza.

Znowu ciepły dzień pozwala na „podtrzymanie” opalenizny. Nasi pasterze mają już brązową karnację, a po turystach, tych mocno czerwonych, poznać, że przyjechali na wczasy wczoraj. Zatrzymujemy się na odpoczynek u Janki w Brzegach.

Wieś powstała w 1625 roku na prawie wołoskim. Głównym zajęciem mieszkańców był wyrąb lasów i wypas owiec. Wielu brzegowian, obdarzonych zdolnościami plastycznymi trudniło się także tkactwem, haftem oraz rzemiosłem rymarskim i kuśnierskim. Dziś w kościółku parafialnym p.w. św. Antoniego z Padwy można podziwiać metalowe spinki - wykonał je ludowy artysta Józef Bigos. Ciekawostką jest to, iż kościołek zbudowali po drugiej wojnie miejscowi górale w stylu, który przypomina średniowieczne drewniane świątynie Podhala. W głównym ołtarzu znajduje się nietypowa figura św. Antoniego przedstawiająca świętego z Dzieciątkiem Jezus, które wyciąga dłoń do twarzy patrona parafii (podobny obraz widnieje w witrażu we włoskiej Padwie). W świątyni jest też obraz  światowej sławy malarza – Jerzego Dudy-Gracza, tryptyk przedstawiający zimową panoramę Brzegów. Parafię dwukrotnie odwiedził kard. Karol Wojtyła, a szkołę podstawową  ufundował w 1909 roku hrabia Władysław Zamoyski.

 Ale chce się pić, po takiej wędrówce! Jak zwykle polska i góralska gościnność nie ma sobie równej w świecie. Janka przygotowała poczęstunek i dla pasterzy i dla owiec.

Na najwyżej położonej część Brzegów -  Głodówce, znanej z najpiękniejszych widoków na Tatry, stoi kaplica p.w. Piotra i Pawła, poświęcona w 1997 roku, która znajduje się na terenie ośrodka harcerskiego. Przypominają mi się słowa Jana Pawła II, który mówił, że „Spotkanie z pięknem górskiej przyrody stwarza szansę refleksji nad sensem istnienia i świata, stwarza najlepszą przestrzeń dla modlitwy i spotkania z Bogiem.” Może dlatego właśnie ta kaplica i kaplica Matki Bożej Jaworzyńskiej na Wiktorówkach -  ukryte wśród górskiej zieleni - są uznane przez wielu wędrowców za szczególne miejsca w Tatrach. 

W Brzegach dominuje nazwisko Wojtanek. Pamiętam wiele dziewcząt o tym nazwisku, gdy uczyłem w sławetnych „Szpulkach” w Zakopanem. Pewnie dziś są gaździnami, matkami, a  może i babciami. Czas „leci” nieubłaganie….

Redyk przyszedł na Polanę Szymkówka. Piotr zarządza przepaskę. Jak zwykle pilnującym owce na przepasce są – Wasyl i Wasilie. Owce – Murcato, Okaisto, Kornuto – rozpierzchły się po polanie. Cóż to za urokliwe miejsce, znam je od dawna jako dobre miejsce do szusowania na nartach. Ilu miejscowych i turystów poznawało tajniki tego sportu właśnie tutaj. Dziś przypominamy pasterstwo w tym zakątku Podhala. Ile to już pokoleń tu wypasało? Na Szymkówce zawsze była dobra trawa i stado owiec pod lasem. W oddali widać Bukowinę Tatrzańską z jednej strony i Tatry Wysokie z drugiej strony. Poczęstunek przygotował Jan Modrzewski, potomek renesansowego pisarza – w jego znanej restauracji „Szymkówka”.

Co tam w kotliku warzycie Panie? – pytam odzianego w biel kucharza, Andrzeja Bogacza  

 - Podamy dziś gościom gołąbki z farszem z baraniny i kaszą w sosie własnym.

Jeszcze kilka minut i wszyscy poczują „niebo w gębie”, koło kotlika gromadzą się smakosze takich potraw. Baca Piotr wita się z gospodarzami miejsca – wójtem Stanisławem Łukaszczykiem, Janem Modrzewskim – inicjatorem „Juhaskiej watry na Szymkówce” i bacą Andrzejem Rzepką. – Jo juz wpasam 20 roków na tej polanie. Łociec, a jo ś nim, wypasoł na Kosarzyskach koło Witowa. Siedzimy se z  Janką na gazdówce w Brzegach, momy przesło 100 łowiec i krowy. Patrzę na spokojnego górala, który z dziada pradziada jest swój, stąd i żyje, pracuje dla tej Skalnej Ziemi. On tworzy tradycję, tworzy krajobraz gór. Bez niego, bez owiec góry są wielkie, wspaniałe, ale … martwe! – Dla nas jest zaszczytem, że Redyk Karpacki zatrzymał się u nas, w pasterskim regionie Jurgów-Brzegi – mówi żona Andrzeja.

Na polanie gwar – jest inżynier Stanisław Karpiel z małżonką, Franciszek Bachleda-Księdzulorz z małżonką, starosta tatrzański Andrzej Gąsienica-Makowski i jego zastępca Andrzej Skupień, który w młodości już wypasał niedaleko stąd, Edward Tybor, Kazek Furczoń – nieco zmęczony wędrówką, ale za to opalony, Jan Pawlikowski z Małego Cichego – inicjator dzisiejszego spotkania, Bronisław Stoch – wójt Poronina, Władysław Dziubas – właściciel stacji narciarskiej w Białce Tatrzańskiej. Są turyści z różnych stron Polski, jest grupa niemieckich obieżyświatów, którą „dowodzi” Bartek Dobroch – przewodnik tatrzański i publicysta. Przygrywa kapela Bartłomieja Koszarka, który gra na dudach.

–Jo se dziś wzion kalepus downego bacy Karola Wojtanka-Ryniasiona – mówi prezes Domu Ludowego z Bukowiny. W kapeli młodzi muzykanci, a wśród nich Andrzej Chowaniec-Surówka z Bukowiny Tatrzańskiej, który reprezentuje stary ród bacowski.- Wiem, że już piąte pokolenie bacuje, stryki też „fiakrują”  do Morskiego Oka. Jeden z moich przodków grał w filmie „Ród Gąsieniców”- mówi nieśmiało 16-letni muzykant.  

Muzyka rozbrzmiewa na całej polanie. Jest w dole pod lasem drugie stado owiec – bacy Andrzeja. Redyk Karpacki wyrusza przez Zgorzelisko do Małego Cichego. Piękny sierpniowy wieczór zachęca by patrzeć i podziwiać majestat tatrzańskich szczytów. Zabieramy ten pejzaż w sercu i ruszamy ze słowami - mistrza poezji tatrzańskiej - Kazimierza Przerwy-Tetmajera - w duszy:

Taki tam spokój … Na gór zbocza

 światło się zlewa mgła przeźrocza

na senną zieleń gór.

 Szumiący z dala wśród kamieni

w słońcu się potok skrzy i mieni

  w srebrnotęczowy sznur.

 

 Tekst  i foto:  Adam Kitkowski

Poprzednia strona



Made by All Tech Support - Konrad Kopeć


Home Page

Total visits: 9475626
Online right now: 4


Donate