JQuery Cycle Plugin - Fade In Image

Aktualności - Serwis informacyjny

Redyk idzie przez Bieszczady - "Hucuł prowadzi hucuła"

Dotarliśmy późnym wieczorem na połoninę, gdzie biegają konie huculskie i arabskie. Witamy się z Jarosławem Nowakiem, który ma do sprzedanie hucuła, a na co dzień zajmuje się organizacją rajdów i wycieczek konnych po Bieszczadach. Ja od razu wypatrzyłem pięknego karego ogiera wśród kilkunastu koni. Kristi też przyklasnął mojemu wyborowi, ale my potrzebujemy konia „jucznego” – najlepszy jest hucuł. Pan Jarosław wskazuje na Kaniona.  Kristi podchodzi do konia i fachowo ogląda uzębienie, pęciny i poklepuje po zadzie. Koń jest trochę nieufny, ale to normalne. Ja patrzę na chód konia, kopyta i tors.

 "Ile ma lat?" – pytam właściciela. – "Pięć" – pada odpowiedź. – Naradzam się chwilę z moim przyjacielem z Rumunii i decydujemy, że ten hucuł nam odpowiada.

– "Dobrze, bierzemy, ale potrzebujemy też siodło" Pan Jarosław chwilę się zastanawia i mówi – "Mam jedno luźne, ale brakuje w nim podogonia." Nie ma problemu, albo kupimy w Ustrzykach, albo dorobią nam na Podhalu. Umawiamy się na „dostawę” jutro rano na Wetlinę. Jak to w życiu bywa, wychowałem się wśród koni na Pomorzu i w Wielkopolsce. Do dzisiaj stryj ma konia i dorożkę „dla parady”. I znowu w moje życie wkraczają zwierzęta...

Jak zwykle Redyk wyrusza w dalszą drogę wcześnie rano. Pierwsze 3 km musimy iść szosą, a dalej dawnym torowiskiem kolejki wąskotorowej. Turyści ze spokojem zatrzymują swoje „stalowe rumaki” i przypatrują się Redykowi, robią zdjęcia, pytają o naszą wędrówkę. Od Wetliny dołącza do nas hucuł Kanion. Prowadzić go będzie Wasyl – Hucuł z Wierchowiny. Przez kilkanaście minut trwa „dogadywanie się” Hucuła z hucułem. Kto kogo, niczym opowieść Sabały o niedźwiedziu - Albo ja cię, albo ty mnie. Po mniej więcej pół godzinie stają się jednym „górskim obrazkiem”.

Idziemy torowiskiem w orszaku – przewodnik, Wasili, owce, Kristi, psy, Piotr, Wasyl z hucułem, ja, Dolina. Wojtek z kamerą krąży dookoła. Ścieżka jest zarośnięta, idzie się mozolnie. Jest dość gorąco, pijemy resztki wody, trzeba będzie uzupełnić. Jedynie Wasyl i jego koń nie przejmują się ani drogą, ani upałem. Twardzi „zawodnicy” żyją na tej Huculszczyźnie w Karpatach Wschodnich.

Piotr zarządza przepaskę i przerwę na posiłek. Zjadam, przygotowany przez moją żonę, ostatni kawałek nugata. To jest bardzo pożywny prowiant, niedużo waży, a ma dużo kalorii, które organizm szybko przyswaja. Na przyjezdne w Bieszczady obdarowałem nim każdego pasterza. Siedzimy pod drzewami, w dole sączy się potoczek, z którego uzupełniamy wodę. Jakże cenna jest woda, przekonałem się wielokrotnie na trasie Redyku. Wasyl nie pije - to i koń nie pije – taka „społeczna” umowa. Po pół godzinie ruszamy dalej. Nasz przewodnik prowadzi nas torowiskiem dawnej kolejki wąskotorowej. Po dwóch godzinach decyzja, by zejść do wetlińskiego potoku. Owce łapczywie piją wodę. Piotr i Kristi decydują się na przepaskę w tym miejscu.

Podchodzę do gospodarza miejsca i objaśniam nasze przybycie. Jest bardzo zaciekawiony, obok stoją turyści i przysłuchują się rozmowie. Spoglądam na nowy dom z pięknym drewnianym tarasem, szyld Noclegi pod Smrekiem sugeruje czym zajmują się gospodarze

Może przygotuję grilla, cos zjecie, wypijecie? -  Nie odmawiamy, tym bardziej, że owce i hucuł znalazły cień i odpoczywają. Siadamy na tarasie, z którego rozciąga się piękny widok na góry. Stół szybko zapełnia się różnymi smakołykami. Jak zwykle w Polsce – czym chata bogata. Okazuję się, że gospodarz też wypasał owce i pamięta górali tatrzańskich, którzy tu przez lata wypasali. Jaki świat jest mały, a dzień długi i obfity w ciekawe spotkania. Czas mija, a nam nie chce się wstać od stołu …. Dziękujemy za gościnę -„Zostańcie z Bogiem!” – „Boże prowadź!”- słyszymy na odchodne.

Idziemy górską, krętą ścieżką nieco pod górę, nasz przewodnik mówi ,że do obozowiska już niedaleko. Zrezygnowaliśmy z trasy po torowisku.  Nagle zza zakrętu wyjeżdża auto terenowe i zatrzymuje się. Okazuje się, że straż leśna wyjechała nam na spotkanie. Na powitanie pytam czy nie mają zapasu  wody butelkowanej. – "Oczywiście, mamy, proszę się poczęstować." Wciągam zgrzewkę z samochodu i rozdaję wszystkim naszym. Jesteśmy uratowani, jakże wyśmienicie musi smakować woda na pustyni!

Krótka, przyjacielska rozmowa ze strażnikami i podążamy dalej. Już widać zabudowania wioski, w której będziemy nocować. Właścicielka stanicy częstuje nas „zupą chmielową” na dzień dobry. – Za chwilę będzie kaszanka i chleb. Proszę się rozgościć, ja mam za chwilę lekcje konnej jazdy, do zobaczenia później. Przyjdzie do Was pani wójt, przywitać się.

Miejsce, do które dotarliśmy miejscowi nazywają „U Komboi” – fajna nazwa. Przypominam sobie film z dzieciństwa „Bonanza”, sceneria prawie identyczna. Wasyl przywiązał hucuła do drzewa, ale konik nie jest z tego powodu szczęśliwy, wolałby pobiec do innych koni.

Owce pasą się za ogrodzeniem, odpoczywamy przy ognisku, ma czas, by  porozmawiać z pasterzem z Ukrainy:

– Wasyl poczęstuj się kaszanką, jest smaczna, ja jem już drugi kawałek

Nie dziękuję, u mnie dziś post

– Jak to, przecież dziś nie piątek, ja poszczę w piątki i to nie zawsze.

– A u mnie post dwa dnia na każdy tydzen, sreda i piatok.  Ja  prawosławny, ale baćko (ojciec) i dzied byli grekokatoliki.

– Czy masz rodzinę?

– Mam żenu Wasiutu, syna i dwe corki, a u mnie tez siem wnuczat.

Wasyl jest pasterzem 35 lat. Opowiadał o swoim ojcu, który był pasterzem na Wierchowinie za II Rzeczypospolitej, a potem w czasie II wojny i za Sowietów, razem 40 lat. Mówił, że jego dziadek nie był pasterzem, ale pradziadek pasał stada owiec w Karpatach Wschodnich na Austro-Węgrach.

– Wasyl, czy ty lubisz swoją pracę?

– Jak ja by nie lubił, to by tu nie  był – odpowiada „nieduży człowiek”, który prowadzi w Redyku niedużego konia...

 

Tekst i foto: A.Kitkowski

Poprzednia strona



Made by All Tech Support - Konrad Kopeć


Home Page

Total visits: 8900625
Online right now: 2


Donate