JQuery Cycle Plugin - Fade In Image

Aktualności - Serwis informacyjny

Redyk idzie przez Bieszczady - gościnni ludzie, zielone połoniny

Są na świecie miejsca, do których wraca się chętnie. Ja chciałbym kiedyś wrócić w Bieszczady i przemierzać zielone połoniny.

Redyk Karpacki 2013 rozpoczął wędrówkę  po polskiej ziemi. 1 lipca pasterze rozgościli się pod wioską Wołosate, która znajduje się u zbiegu granic – Polski, Ukrainy i Słowacji.  Ostatniego czerwca docieramy ze starostą tatrzańskim, Andrzejem Gąsienicą-Makowskim do Ustrzyk Górnych. Wita nas rzęsista ulewa, ale burza wkrótce przechodzi. Po zakwaterowaniu wybieramy się przywitać z pasterzami pod Wołosate. Mam w pamięci opowieść bacy tatrzańskiego z Doliny Chochołowskiej:

Ojciec mój Józef Zubek - Biela wypasał na Wołosatem  w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ja byłem tam z nim kilka razy latem. Mieliśmy swój szałas, ciekawe czy jeszcze stoi?” – mówi Andrzej Zubek – Biela. „To był czas „wypędzenia” owiec i pasterzy z Tatr. Musieliśmy gdzieś przecież wypasać, tych kilka miejsc poza parkiem nie wystarczało dla kilku tysięcy owiec” – dodaje smutnym głosem.

W Ustrzykach w dniach  29-30 czerwca b.r. odbywa się właśnie  konferencja poświęcona pasterstwu w ramach projektu „Karpaty Łączą”. Zaglądamy na wykłady do pensjonatu przy głównej ulicy. Dowiaduję się od lokalnego przewodnika, że w połowie lat osiemdziesiątych wszystkie szałasy pasterskie zlikwidowano. Tę wiadomość mam – niestety - do przekazania naszemu bacy z Chochołowskiej.

 Asfaltowa droga nas „prowadzi”, napis informuje, że do Wołosatego 6 km. „Oni gdzieś tutaj są” – mówi starosta i rozgląda się po okolicy. A dookoła choć pochmurno, to wspaniała zieleń łagodzi wzrok. I mało domów, w zasadzie tylko wokół kościoła i kilka wypoczynkowych nad potokiem. Będzie to moje pierwsze dłuższe spotkanie z Bieszczadami. Są, tam po lewej stronie - widać owce – „Dorodne, jedna w jedną” – wykrzykuję, jakbym zobaczył tęczę na niebie. Podchodzimy bliżej.

„Witajcie ciobani karpaccy!” Wszystkich znam – Wasilie i Kristi z Rumunii, Vasyl i Petro z Ukrainy oraz Piotr z Koniakowa. Witamy się serdecznie i pytamy o zdrowie. „Bine, bine” – odpowiadają rumuńscy ciobani. Już wiem, po wyprawie na Wierchowinę, że warto mówić do Hucułów po polsku, a nie po rosyjsku. Huculi tak jak my, nie lubią „mówić po rusku”. Przywieźliśmy trochę prowiantu i drobne smakołyki.

Od jutra idę z pasterzami w świat – będę szedł przez bieszczadzkie połoniny i ciche górskie wioski. To będzie już trzeci kraj, przez który podąża Redyk. Ale zanim ruszymy, o godzinie 10.00 będzie msza święta w kościele św. Anny w Ustrzykach Górnych.

Wcześnie rano odwiedzam pasterzy. Dobrze się składa – świeci słońce, owce już „nie śpią”, można zrobić małą sesję zdjęciową. Nadjeżdżają górale tatrzańscy – przed chwilą śpiewali na Wołosatem „na  pamiątkę” wypasu ojców i dziadków. Józek Michałek z Beskidu Śląskiego przypomina historię wysiedlenia kilkunastu rodzin o nazwisku Kohut. Takie nazwisko nosi „główny” baca Redyku. Śpiew nie milknie i tu - dwóch z tych górali, którzy przyjechali przywitać Redyk Karpacki występuje w widowisku słowno-muzycznym „Jan Paweł II na Podhalu” i słychać ich śpiewne głosy najwyraźniej. Rozchodzimy się na śniadanie, jest dopiero 7.30.

Przez kościołem św. Anny w Ustrzykach Górnych zbierają się ludzie. Piękna polska mieszanka regionów – parafianie, przewodnicy beskidzcy, górale tatrzańscy, Łemkowie, górale śląscy i turyści, czyli „cepry” z różnych stron Polski. Obecni byli również pracownicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego z dyrektorem Leopoldem Bekierem. Mszę świętą odprawił ks. Marek Typrowicz, który urodził się w Bieszczadach. W homilii powiedział, że zarówno Jan Paweł II jak i obecny papież Franciszek mówią o pasterzowaniu w drodze. „Nasze życie jest „drogą pasterską” – wielką, wspaniałą , ale też trudną, mozolna i pełną niebezpieczeństw. Wielcy ludzie chodzą po górach, bo góry odmieniają człowieka” – dodał kapłan. Po mszy świętej głos zabrał starosta tatrzański – Andrzej Gąsienica-Makowski, który podkreślił wagę tego „przejścia ludzi do ludzi przez piękne góry – Karpaty”. Natomiast proboszcz wspomniał o pobytach Karola Wojtyły w Bieszczadach.

Idziemy w „orszaku” paradnym na polanę, by poświęcić owce. Ksiądz Marek odmawia modlitwę, a następnie święci owce. Na polanę przybyło ok. 500 osób. Niektórzy przyjechali konno lub bryczką. Wszyscy chętni do  pozowania w strojach góralskich lub turystycznych. Nawet maskotka „Karpaty Łączą”  jest „na planie”. Dotarła też kapela z Koniakowa i przedstawiciele z gminy Istebna - aby nie tylko przywitać Redyk Karpacki w Polsce ale również  zaśpiewać swojemu bacy - Piotrowi - urodzinowe "Sto lat..."

Ruszamy w świat, a dokładnie do miejscowości Wetlinka Górna, która leży na terenie Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Część wędrówki musimy odbyć główną drogą – a co tam – owce idą szeroko więc my też zajęliśmy oba pasy ruchu. Mamy do pokonania odcinek  dwudziestu kilku kilometrów. Pogoda dopisuje, nastroje też, owce idę żywo, odpoczęły i chcą maszerować do celu!!!

Mijamy po drodze domy, karczmy, samochody. Szosa „podnosi  się” i nie widać końca. Dochodzimy do punktu, w którym szlak  asfaltowy zamieniamy na  ścieżkę górską – idziemy dawnym „szlakiem końskim”. Ten szlak wykorzystywali Węgrzy, wożąc konno wino, sukno i dokumenty królewskie. Wyprzedzamy Redyk i jedziemy przygotować obozowisko na Campingu w Wetlinie. Cały czas idzie z nami przewodnik. Ależ wspaniałe połoniny przed nami i za nami. My też jeszcze dzisiaj wrócimy na szlak pasterski. Słońce przypieka nieźle, Vasyl Hryhorak - choć z nas wszystkich  najstarszy -„kurzy” ukraińskie papierosy jeden za drugim – mimo to nie traci tchu… c.d.n.

Tekst: Adam Kitkowski

Foto: Adam Kitkowski; Józef Michałek

Poprzednia strona



Made by All Tech Support - Konrad Kopeć


Home Page

Total visits: 8900694
Online right now: 2


Donate